czwartek, 8 listopada 2012

Kłębki, kłębuszki





Dostałam wielki wór włóczek bawełnianych, akrylowych i mieszanek wełny z akrylem w różnych kolorach i odcieniach. Chętnie podzielę się tym dobrem z zainteresowanymi Paniami:)
Mój adres mailowy znajdziecie w profilu użytkownika blogu.  

poniedziałek, 15 października 2012

Lądek Zdrój - uzdrowisko

Witam Was bardzo serdecznie po długiej nieobecności:)))))

Kilka dni temu wróciłam z kuracji w Lądku Zdroju. Wynajęliśmy z mężem domek na osiedlu Słonecznym i  dwa lub trzy razy razy dziennie wędrowaliśmy do oddalonej 1300 m części uzdrowiskowej miasta.
Najbardziej okazałym budynkiem uzdrowiska jest oryginalny zakład przyrodoleczniczy "Wojciech". Bryła budynku wzorowana na planach łaźni tureckiej przyciąga wzrok.
Wnętrze olśniewa bogactwem detali. W centrum mieści się marmurowy basen pod kopułą, a w okalających go pomieszczeniach na parterze znajdują się wanny do kąpieli. Pierwsze piętro przeznaczono na pijalnie wód i pokoje kuracjuszy.



W tym pięknym otoczeniu korzystałam z kąpieli perełkowych.


Hala Albrechta, dzisiaj kawiarnia dawniej pijalnia wód, została zbudowana w 1842 r. Była wówczas otwarta na zewnątrz, a konstrukcję dachu wspierało 88 kolumn.



Park Centralny zajmujący powierzchnię1,2 ha, miejsce spacerów i wypoczynku kuracjuszy.


Jeden z dwu interesująch mostów w Lądku Zdroju. Most jest zadaszony. Zbudowano go w latach trzydziestych XX wieku. Połączono nim budynki leżące po oku stronach rzeki będące wówczas własnością jednej osoby. Niestety most obecnie nie jest udostępniony.


"Nowy Jerzy" budynek wzniesiony w latach 1914-1916. Znajduje się tu pijalnia wód, kabiny kąpielowe, ciekawe witraże na klatce schodowej oraz dużych rozmiarów akwarela przedstawiająca panoramę Lądka z okresu międzywojennego.
Fronton budynku zdobi herb Lądka, a ściany płaskorzeźby o tematyce związanej z wodą.

W drodze powrotnej pojechaliśmy do wsi Lutynia leżącej niedaleko Lądka Zdroju. Pani, od której wynajęliśmy domek, poinformowała mnie, że może tam uda się kupić runo do przędzenia.
Podróż przerwała nam wesoła, rozśpiewana grupa przebierańców oczekująca na parę nowożeńców.


W jednym z gospodarstw kupiłam 8 kg runa po 4 zł za kilogram ( krzyżówka owiec rasy fryzyjskiej i kent - informacja od gospodarza).

Gospodarz deklarował, że chętnie sprzeda runo. Jeżeli jesteście zainteresowane zakupem, mogę Wam przekazać  numer telefonu do właściciela owiec.

Trochę runa wyprałam i uprzędłam. Po doświadczeniach z alpaka byłam mile zaskoczona, że po wypraniu i rozczesaniu runa mogę je od razu prząść bez  uciążliwego i żmudnego usuwania rozmaitych drobin.



Wełna po uprzędzeniu ma odcień kremowo- biały. Nie jest tak delikatna jak np. merynos i trochę podgryza.







sobota, 23 czerwca 2012

Sweter z BFL

  Zrobiłam  drugi sweter  od góry . Prezentuję go na nowym manekinie kupionym na Allegro.  Przydały się  szczegółowe notatki, które czyniłam podczas dziergania dżinsowego sweterka  i  robótki szybko przybywało.   Wełnę wykorzystałam  prawie do końca. Sweter dziergałam drutami  nr 5 bo te, po analizie próbki , okazały się  moim zdaniem najbardziej  odpowiednie.
Satysfakcja  duża tym bardziej, że  powstał z wełny przędzionej i farbowanej przeze mnie .  O przędzeniu i farbowaniu BFL z jedwabiem  pisałam tutu.


Sweter  zrobiłam  ściegiem pończoszniczym i  francuskim, a plisy zapięcia i wykończenie podkroju szyi  pojedynczym ryżem. Gładki ścieg ładnie eksponuje  przejścia kolorystyczne w wełnie. 


Robótkę zaczęłam od nabrania  oczek tymczasowych ( ten sposób poznałam  przy okazji  dziergania szala Semele) , aby ułatwić sobie wykończenie podkroju  szyi.

Dzierganie swetra od góry jest   przyjemne i przede wszystkim praktyczne.  W  każdej chwili mogę sprawdzić, czy robótka  pasuje do moich wymiarów, skorygować  błędy, a  i  zszywanie swetra odpada.  Dwa swetry noszalne na swoim koncie już mam.

Zrobiłam również  dwie próbki  rozpinanego swetra z dekoltem w szpic  dzierganego  metodą  Susie M..  Bez  cennych wskazówek Antosi  i  MaBa, które jasno i wyczerpująco opisały tę metodę na swoich blogach, wykonanie przeze mnie próbek swetra pozostałoby w sferze marzeń.  Bardzo Paniom dziękuję.


W próbce pierwszej linię ramienia wyznaczają 2 oczka.  W tym wariancie nie podoba mi się główka rękawa - wystaje ponad ramię, stąd decyzja o zrobieniu  jeszcze jednej próbki  z szerszą linia ramienia ( 8 oczek).  Główka rękawa ładniej się układa i  ta wersja bardziej mi  odpowiada.

Przy okazji testuję wykonanie dekoltu w szpic.  Mam kilka książek  dziewiarskich  i w jednej z  nich -  „Nauka dziewiarstwa ręcznego” Ludmiły Peskowej -  znalazłam rysunek z opisem wykonania  dekoltu  od góry.


Witam serdecznie nowych obserwatorów i  bardzo dziękuję za  komentarze:)




  

sobota, 9 czerwca 2012

W mikrofali i na parze

Spróbowałam innego sposobu farbowania  niż dotychczas . Nowo zakupioną czesankę Polwarth pofarbowałam  na parze. Czesanki było sporo i wszystko nie zmieściłoby się do od razu w jednym naczyniu.  Wykorzystałam gar do gotowania na parze i zwykły gar, na którym umieściłam metalowe sitko.  Do farbowania  kupiłam na Allegro barwniki spożywcze w proszku.  Stosuje się je do barwienia produktów spożywczych: ciast, deserów, napojów. Są bardzo wydajne i trzeba uważnie dozować proszek, bo uzyskany kolor może być zbyt intensywny, a ja za takimi nie przepadam.  





Czesankę Polwarth kupiłam po raz pierwszy i jestem nią zachwycona. Polwarth to krzyżówka  owiec  rasy Merino  i  Lincoln. Cudownie się przędzie, czesanka  jest delikatna i miękka. Można ja mieszać z jedwabiem, alpaką lub moherem. Chętnie dodałabym moher, ale nie wiem, gdzie go kupić , więc połączyłam Polwarth z jedwabiem.
O szczegółach farbowania Polwarthu napisałam na blogu Prząśniczka. Po farbowaniu czesanka jest dość zbita i przed przędzeniem rozczesywałam ja na szczotkach  mieszając   kolory.




 W mikrofali testowałam farbowanie próbek runa polskiego merynosa  barwnikami do jaj.  Barwniki wsypałam do słoików i rozpuściłam  w wodzie z octem   zgodnie z podanym na opakowaniu  przepisem użycia. Kiedy trochę przestygły,  polałam nimi próbki, wszystko zawinęłam w folię i włożyłam do mikrofali na trzy minuty. 




Zmieszałam na szczotkach runo zielone z pomarańczowym  i trochę  uprzędłam.


 Kolor wełny jest  delikatny,  pastelowy.