poniedziałek, 14 marca 2011

Od wrzeciona do chusty

Uprzędłam na wrzecionie pierwszego  merynosa.  Zdecydowanie lepiej mi się przędło na wrzecionie zrobionym domowym sposobem aniżeli na Kromskim.
 Najczęściej jednorazowo udawało mi się ukręcić  do 130 m. Jeden raz pobiłam rekord i machnęłam od razu 185 m przędzy. W  pięciu rzutach ukręciłam 692 m nitki.
Po doświadczeniu z merynosem przestałam się " bać"  wrzeciona i  czesanki. Sądzę, że nieźle sobie radzę. Tempo pracy zdecydowanie szybsze, chociaż nitce daleko do doskonałości.  Niekiedy jest zbyt cienka,  nieco dalej za gruba, ale za chwilę pojawia się rekompensata w postaci kawałka pięknej i równej przędzy.
Tym razem pozwoliłam sobie na zabawę korzystając z tego, że czesanka była dwukolorowa ( czerwono - bordowa). Dzieliłam ja  na pasma i przędłam w kombinacjach: sama czerwień, bordo i bordo z czerwienią.



Wrzeciono w moim przypadku jest etapem przygotowującym  do przędzenia na kołowrotku. Pozostanie wyłącznie przy wrzecionie ogranicza czasowo, a ja chciałabym nie tylko prząść, ale także coś wydziergać.

Jako, że należę do osób niecierpliwych,  po zwinięciu przędzy w kłębek, zabrałam się natychmiast za dzierganie chusty. Byłam ciekawa, jak nitka będzie się sprawowała w czasie pracy. Ku memu zdziwieniu po zabiegach moczenia, prostowania  i odpoczywania okazało się, że niekiedy przędza była zbyt słabo  skręcona A ja byłam święcie przekonanna, że jest odwrotnie.
Wczoraj chustę skończyłam. Już wyschła i mogę się nią pochwalić.



Bardzo dziękuję wszystkim, którzy do mnie zaglądają. Czy na chwilę, czy też na dłużej - zawsze jesteście mile widziani.
Dziękuję za komentarze, podpowiedzi i wskazówki.


11 komentarzy:

  1. ach! na Prząśniczce już podziwiałam! ale śliczna, podobają mi się kolory :) to świetne doświadczenie dziergać z własnoręcznie uprzędzonej wełny, prawda? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, podziwiam i zazdroszczę tej umiejętności. Nitka piękna, chusta piękna! Pewnie fajną zabawę miałaś przy ich tworzeniu.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ładna chusta, gratuluję i po cichu zazdroszczę. Na razie jakoś mi nie idzie przędzenie. Poczekam na lepsze czasy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki, musze popatrzec jak te pikoty sie robi, ale najbardziej mi pasuje wersja: zostawic jak jest:)) juz straciłam do niej a miał byc on(obrus) serce...

    OdpowiedzUsuń
  5. jestem pod wrażeniem umiejętności...pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję dziewczyny za pochwały. To miłe, tym bardziej, że wypowiadają je osoby mające w swoim dorobku wspaniałe prace. Życzę Wam wielu robótkowych perełek:)

    OdpowiedzUsuń